Przyjaźń - jedna dusza w dwóch ciałach (tak, jestem głęboka). Podobno. Tak mówią, może to i prawda. Nie wiem. Rzadko kiedy zdarza się znaleźć przyjaciela na całe życie. często Ci których mamy za przyjaciół odchodzą, lub po prostu się nami nudzą. Bywa, trzeba jakoś przeboleć (kur. nasuwa mi się o Piecyku). Czasem trudno jest sie nam pogodzić z tym że nawet najlepszy przyjaciel, najbliższa osoba umie nas zawieść. Miałam tak kilka razy i z własnej autopsji wiem azaliż że trochę trudno żyć ze świadomością że ktoś Cie olał ale później godzisz się z faktem i żyjesz dalej. Bynajmniej próbujesz żyć jak gdyby nigdy nic. Czasem naprawdę trudno zrozumieć odejście najbliższej osoby ale kiedyś przecież trzeba sie z tym pogodzić. Ale nie żyjemy w bajce. Po nikogo nie przyjedzie tu rycerz w lśniącej zbroi (swoją droga na co komu taki fagas), może po Ciebie przyjechać co najwyżej stary pornograficzny dziadu rozklekotanym Seicento. I co z takim zrobić ? No ale nie odbiegając od tematu. Trzeba się nauczyć żyć ze świadomością że ludzi przychodzą i odchodzą. Czasem z naszej winy, czasem coś się w nas zmienia i sami potrzebujemy przerwy a czasem po prostu jesteśmy tak pogibani ze nikt nie umie z nami wytrzymać. Ale ja sądzę że prawdziwa przyjaźń potrafi zrozumieć nawet najbardziej zdystansowanych ludzi. I pamiętajcie, przeciwieństwa się przyciągają. (Według tej logiki to przyciągałabym samych sztywniaków z samymi szóstkami). Nie szukaj w Sobie kogoś kim nie jesteś.
~ Tym razem bez słit całusków. Limit sie na nie wyczerpał.